szycie łąkotki przyśrodkowej i rekonstrukcja acl

Rozpoznanie, leczenie, zabiegi-operacje chirurgiczne, transplantologia, korekcji nosa i piersi, liposukcja i lifting. leczenie żylaków nóg
mloda123
Użytkownicy
Posty: 1
Rejestracja: 17 lis 2017, o 13:36

szycie łąkotki przyśrodkowej i rekonstrukcja acl

Post autor: mloda123 » 17 lis 2017, o 13:38

Dzień dobry,

jestem artroskopowym szyciu łąkotki przyśrodkowej 4rema szwami (3x inside- outside i 1x all inside) oraz rekonstrukcji ACL z przeszczepu mięśnia ST z przeszczepem kostnym piszczelowym BoneDowel, cokolwiek to znaczy, ale tu są na pewno mądrzejsi ode mnie <brawo>

Mija piąty tydzień od operacji- i dużo i mało. Po drugim tygodniu doszłam do 45stopni zgięcia kolana po rozćwiczeniu go, biernie tak z 15 stopni tylko. Teraz przy ćwiczeniach dociągam z bólami i jękami do max 60 stopni, biernie, szczerze mówiąc- bez zmian, może nawet gorzej.

Podczas ćwiczeń (tzw. krzesełko, 3 ćwiczenia z małą piłką na wyprost i mięśnie, mobilizacja blizn i rzepki) czuję tępy ciągnący ból ponad rzepką, a poniżej rzepki jakbym miała tam wsadzoną żyletkę. To samo czuję wieczorami i po ćwiczeniach, tylko, że o wiele mocniej. Fizjoterapeuta stwierdził, że mam boczne przyparcie rzepki. Jest ona bardzo sztywna i w lewą stronę w ogóle nie chce się ruszać (kolano prawe).

Blizny pooperacyjne wyglądają lepiej, są mniej przyssane, małe ruszają się razem ze skórą, ale pod nimi jest coś tak twardego, jakby była to kość- okrągłe twarde guzki. Duża blizna, po acl, dalej jest przyrośnięta pomimo codziennej bolesnej mobilizacji. W miejsce gdzie podczas ręcznych badań uznano, że boli łąkotka, czuję coś w stylu... bardzo twardej gąbki, która przy próbach zginania chce się rozerwać. Taki gniotąco ciągnący tępy ból z wrażeniem jakby nagle chciał zakończyć się rozerwaniem kolana- dosłownie. Po ćwiczeniach wedle zaleceń noga lekko w górze i chłodzenie, po którym od razu tracę jakiekolwiek zgięcie kolana...

Lekarz operujący przepisał mi półprzysiady, ale robienie ich nie jest po prostu możliwe- po kilku odczuwam niesamowity ból w dole podkolanowym, który cały czas jest spuchnięty tak mocno, że aż twardy, miałam tam też i mam dalej tylko mniej widoczny, olbrzymi krwiak pooperacyjny.

Ponoć tydzień temu powinnam osiągnąć kąt 90stopni. Od tygodnia ćwiczę dwa razy dziennie po około 1-1,5h te opisane wyżej ćwiczenia, i dalej wiszę na wymuszonych 60stopniach, które zaraz po zakończeniu ćwiczeń znikają.

Czy uczucie tej " rozrywającej twardej gąbki" to są jakieś zrosty? Boję się, że zerwie mi się coś przy wykonywaniu krzesełka i zrobię sobie krzywdę (przewrócę się i kolano zegnie się niekontrolowanie etc)..

Chodzę z 1 kulą a po domu już często bez, aczkolwiek idzie mi to dość krzywo i muszę się bardzo starać żeby zrobić jeden normalny prosty krok bez kulenia...

Czuję się załamana, codziennie walczę z tym kolanem, a ono nie chce wrócić do normy. Czy czeka mnie jakaś reoperacja na zrosty? Jak to wygląda? Bo przed wykonaniem tej operacji (a ja nie wiedziałam, że tak będzie wyglądać po niej) nie powiedziano mi, że nie bede mogła zgiąć nogi, że dostanę zaniku mięśni (jest bardzo chuda), że są jakieś zrosty itd. Powiedziano mi tylko, że blok kolana (nie mogłam go całkiem wyprostować i to był jedyny objaw, że coś jest nie tak) przejdzie i będzie dobrze... Co się dzieje po artroskopowym wycinaniu zrostów?

Czy ja coś robię źle, że to kolano nie chce się zginać do 90stopni i dalej?

Pozdrawiam

ODPOWIEDZ
  • Podobne tematy
    Odpowiedzi
    Odsłony
    Ostatni post