Uzależnienie od miłości?Jak się uniezależnić od kochania?

Choroby obwodowego układu nerwowego i ośrodkowego układu nerwowego, Depresje i nerwice.
offieczka
Użytkownicy
Posty: 3
Rejestracja: 27 lis 2015, o 13:22

Uzależnienie od miłości?Jak się uniezależnić od kochania?

Post autor: offieczka » 27 lis 2015, o 13:24

Jak uniezależnić się emocjonalnie od człowieka, którego się kocha? Oczywiście, nie całkowicie , ale w taki sposób, bym umiała się cieszyć życiem, kiedy go nie ma w pobliżu? Jak poradzić sobie ze związkiem na odległość?

Znamy się kilka lat. Nie wyszło nam, bo on wyjechał za granicę do pracy, ja musiałam zostać i zdecydowaliśmy, że to bez sensu. On był z kimś innym, ja także dość długo. Zerwałamz moim narzeczonym dla niego. Nie widziałam sensu tego związku, nie czułam się szczęśliwa, spełniona. Teraz jest zdecydowanie lepiej, ale: mamy zobowiązania zawodowe, których nie możemy rzucić z dnia na dzień, więc póki co funkcjonujemy na odległość, widujemy się nieregularnie. Czasem raz na dwa tygodnie, czasem raz na miesiąc. Wtedy nie mam mu nic do zarzucenia, prócz tego, że ja bym mogła tulić się cały czas, rozmawiać. On ma inny charakter, jest takim milczkiem. Uczę go bliskości, bo on sam mówi, że po doświadczeniach z innymi kobietami czasami nie wie, jak się zachować, co zrobić, żebym czuła się kochana. Ale wiem, że mnie kocha Dlatego jak mi źle, jeśli coś mnie drażni, czy boli w jego zachowaniu, to mu mówię wprost, bez pretensji - komunikuję po prostu, jak się czuję, kiedy robi to, czy tamto (lub tego nie robi).

Zazwyczaj kontaktujemy się telefonicznie (nie codziennie, ale często - tak, to sms-y i maile i "sygnałki"), potrafimy gadać godzinami, z tym, że to ja głównie nawijam, bo on jest zmęczony do tego stopnia, że czasem przysypia. Pytam wtedy, po co w ogóle dzwoni, skoro wie, że ja się czuję podczas takiej "rozmowy" olana. On na to, że ma potrzebę słyszenia mnie, słuchania, co u mnie itp. A z drugiej strony nie potrafi rozplanować czasu tak, żeby miał energię normalnie ze mną porozmawiać. Po pracy spotyka się ze znajomymi, wykańcza i dopiero mnie zostawia sobie "na deser". Boli mnie to trochę, bo ja potrafię tak zaplanować kilka wieczorów, żeby móc mu poświęcić czas całkowicie. Zazwyczaj wtedy czekam :-] długo. A potem on dzwoni późno i sytuacja się powtarza. Kiedy mam cięższy okres, potrzebuję rozmowy z nim, komunikuję mu to, to też często się nie wyrabia, bo np. zasiedział się na imprezie, czy komuś coś tam jeszcze musiał załatwić. Poza tym, skoro nie możemy okazywać sobie czułości w standardowy sposób, chciałabym, żeby okazywał mi ją choćby telefonicznie - tonem głosu, radością z tego, że rozmawiamy, że się słyszymy. Kiedy mówię mu o tym wprost, to mowi, że przykro mu, że to tak wychodzi, bo on naprawdę ciągle o mnie myśli, tęskni i świadomość, że jestem, dodaje mu sił, uśmiechu i że nie wie, czemu tak głupio to wychodzi, czemu on robi to, co robi. Często też wcale nic nie mówi, kiedy go o to pytam. milczy i czuję się wtedy, jakbym go osaczała, robiła mu na złość, albo przykrość, albo jakbym ochrzaniała chłopca, który zrobił źle, ale nie chciał.

Mam do niego żal, że stawia mnie dość nisko w hierachii swoich codziennych zajęć, obowiązków, przyjemności - jak to tam określić. Zawsze był zabiegany i roztargniony, nie tworzył związku z kimś, kto autentycznie się nim interesował, dbal o niego, martwił, pytał. Nie chcę, by czuł się osaczony - on o tym wie. Ale nie chcę być na szarym końcu. Nie chcą nosić do niego urazy, a ona rodzi się sama i mnie drąży. Potrafię cały dzień chodzić i gdzieś w tyle głowy mi się ciągle kotłuje: "czemu się nie odzywa, czemu nie dzwoni, czy znów ja pierwsza muszę się odezwać..."itp. Nic mnie tak do konca nie cieszy, kiedy taka nieprzyjemna akcja wisi nad nami, bo znów zrobił to, czy tamto, znów nawalił, znów czekałam, znów obiecał, a go nie było. Wiem, że mu przykro, że mu głupio wtedy, przeprasza, wie, że musi nad sobą pracować. Jesteśmy razem dosć krótko, więc się ciągle siebie uczymy - biorę to pod uwagę. Do tego dochodzą moje problemy na uczelni, w pracy, dość mocne stresy i obawiam się, że przez to tak bardzo potrzebuję tej bliskości, tak niezdrowo tęsknię.

Nie wiem, z której strony to ugryźć. Czy ja źle postępuję z tym człowiekiem? Dodam, że zależy mi na nim strasznie. Kocham go i staram się szanować jego wolność, prywatność, cieszę się, że ma przyjaciół, że ludzie go lubią. Nie chcę moim zachowaniem niszczyć tego, co tworzymy. Chcę zdrowa wytrzymać ten okres czasu, kiedy jeszcze nie możemy być razem na codzień. Ale nie chcę być tak traktowana i nie wiem, jak to rozwiązać. Jak z nim rozmawiać?

offieczka
Użytkownicy
Posty: 3
Rejestracja: 27 lis 2015, o 13:22

Re: Uzależnienie od miłości?Jak się uniezależnić od kochania

Post autor: offieczka » 27 lis 2015, o 13:26

Tak, boję się, że go stracę. Byłam w poważnym związku kilka lat. Nie bałam się utraty tamtego człowieka, bo był typem domownika, przytulaka. Patrzył we mnie, jak w obrazek, momentami nawet niańczył. Miałam go obok siebie na codzien, a jak zaczynały się problemy - był podwójnie. Dlatego się nie bałam, nie musiałam zabiegać o kontakt, zainteresowanie, czułość (w drugą stronę też tak bywało) itp.
A jeśli trzeba zabiegać, to na początku robi się to dyskretnie, aluzyjnie, potem już się płacze do słuchawki, bo teraz mam mężczyznę niezależnego, takiego wolnego ducha, zdecydowanego, samodzielnego. Nie jest łatwą osobą, ale jest człowiekiem, o którym zawsze marzyłam. Kiedy jestem obok niego, jesteśmy razem, to naprawdę - nic mu nie mogę zarzucić. Gorzej, kiedy ja jestem tu, a on u siebie i nie wiadomo, kiedy znów uda nam się do siebie wyrwać. Ja sobie nie radzę z tęsknotą, on o tym wie, ale mówi, że przesadzam, histeryzuję, że muszę się uspokoić i mniej wszystkim przejmować. Ale ja się boję, że ta odległość, moja upierdliwość i nie wiem, co jeszcze, że zniszczy coś, na co czekałam wiele lat. Dlatego akurat jego boję się stracić. Kocham go mocno, jest kimś, z kim zawsze chcialam być, dążyłam do tego. Mam to, co chciałam, wiedziałam, w co się pakuję i mimo tej wiedzy teraz sobie radzę średnio - jak widać

carboczar

Re: Uzależnienie od miłości?Jak się uniezależnić od kochania

Post autor: carboczar » 27 lis 2015, o 13:28

Twój problem leży bardziej w sferze uczuciowej jak psychicznej.Bardzo ciekawie zauważyłaś ,że to jest taki człowiek o którym zawsze marzyłaś ale z drugiej strony piszesz,że jest taki jak jest czyli niezależny.Oczywiście był poprzedni(zawsze pod ręką,opiekuńczy itd)domator i ciepły człowiek.Masz skalę porównania ale wybrałaś tego,który jest taki jaki jest(wymarzony) więc dlaczego narzekasz???Pozostaje się dostosować do nowych warunków albo zmienić partnera.Pamiętaj jedno nie ma ideałów,wszyscy mają swoje plusy i minusy.Życie polega na kompromisie.Niestety ciągle jest tak,że jedna strona daje a druga bierze.Ile dasz tyle partner weźmie i odwrotnie(taka jest psychika człowieka.Jednak ważna jest umiejętność wychowania partnera i czym szybciej się,to zrozumie tym lepiej .Czyli albo coś zmienisz w swoim życiu albo tak zostanie do końca(zawsze jest czas na zmiany) Twoje obawy że go stracisz nie są uzasadnione.dlaczego,dlatego,że jak będzie chciał odejść,to odejdzie i nie będą miały znaczenia twoje obawy.Tak więc obawy nie są potrzebna,tylko się stresujesz a z tego nic dobrego nie wynika.Filozofia ludzi wschodu mówi"co ma być to i tak będzie a tego nie zmienisz.Więc po co Ci zamartwianie się,żyj i czerp życie.

offieczka
Użytkownicy
Posty: 3
Rejestracja: 27 lis 2015, o 13:22

Re: Uzależnienie od miłości?Jak się uniezależnić od kochania

Post autor: offieczka » 27 lis 2015, o 13:28

jak więc wychować partnera? Jak komunikować mu pewne rzeczy, kiedy on po każdej "reprymendzie" chowa się, wycofuje, milczy, jest zamknięty w sobie, tworzy dystans? Są inne sposoby? Niewerbalne?
Bo sęk w tym, że ja wiem, że on nie chce odejść. Ja to wiem, on to wie. Zbyt długo o siebie walczyliśmy, wreszcie osiągnęliśmy stan, w którym możemy być razem - oficjalnie. Wymarzony, to niekonieczie idealny. Wymarzyć nie da się pewnych szczegółów. One czasem bolą najbardziej. Bo gdyby chciał, to bym go nie zatrzymywała, choć to by miała być jedna z trudniejszych decyzji w życiu. Kiedy coś nie ma sensu, czujemy to, choć się bronimy. Ja tak nie czuję i on także nie. Chcemy być razem, uczymy się siebie, ale odbywa się to w bólach, a w dodatku także i na odległość. Jak więc wychowywać partnera w takiej sytuacji?

Ps. Zaczęłam pracować nad sobą, odrzucać obsesyjne myśli o tym, czemu się nie odzywa, czy mnie jeszcze kocha Nie powiem, wyrzucanie czegoś taiego z głowy i zajęcie się swoimi sprawami nie jest łatwe, ale chyba pomaga. Nie miotam się po domu, co chwilę rzucając się do słuchawki. A on - jeszcze nie wiem, czy zauważył różnicę.

Awatar użytkownika
Halszka
VIP
VIP
Posty: 726
Rejestracja: 21 lis 2015, o 18:48

Re: Uzależnienie od miłości?Jak się uniezależnić od kochania

Post autor: Halszka » 27 lis 2015, o 19:02

Witaj.
Jestem tego samego zdania ,co Bega 10.Bycie ze sobą na odległość,to wyzwanie.Albo akceptujesz go takim jakim jest,albo wciąz będziesz sie katowała .

ODPOWIEDZ
  • Podobne tematy
    Odpowiedzi
    Odsłony
    Ostatni post