W niektórych aptekach można trafić na listę wstydu
: 11 maja 2016, o 09:21
W jednej z sieci aptek na drzwiach zaplecza wisi „lista wstydu”. Trafiają na nią farmaceuci i technicy farmaceutyczni, którym nie udało się osiągnąć wyznaczonych przez centralę norm sprzedaży - informuje onet.pl.
- Jeśli akurat centrala „rzuci” w danym tygodniu maść na odciski, to choćby pacjent przyszedł z katarem, musi wyjść od nas z promocyjnym produktem. W dodatku jesteśmy punktowani za czas obsługi, zbyt długie rozmowy z pacjentem, a nawet ubiór pod fartuchem – zdradza Onetowi pracownica jednej z krakowskich aptek.
Inna farmaceutka opowiada: - Zdarza mi się ignorować zalecenia menedżera na przykład w zakresie sprzedaży przykasowej, jeśli z wywiadu wynika, że promowane przez nas produkty nie są pacjentowi potrzebne, a czasem wręcz mogłyby zaszkodzić. Słyszę wtedy, że niedostatecznie zdiagnozowałam potrzeby pacjenta, albo że nie spytałam, czy w jego rodzinie komuś nie zagraża przeziębienie.
- Tylko pracownicy „sieciówek” wiedzą, ile wysiłku musimy włożyć w codzienną walkę o dobre imię naszego zawodu. Chociaż znam przypadki osób, które zupełnie się tym nie przejmują – dodaje.
Zdarza się, że do aptekarza trafiają e-maile od menedżerów, określające, na jaką kwotę powinien opiewać przeciętny paragon. Są też zalecenia, by realizować recepty po terminie ważności.
- Jeśli akurat centrala „rzuci” w danym tygodniu maść na odciski, to choćby pacjent przyszedł z katarem, musi wyjść od nas z promocyjnym produktem. W dodatku jesteśmy punktowani za czas obsługi, zbyt długie rozmowy z pacjentem, a nawet ubiór pod fartuchem – zdradza Onetowi pracownica jednej z krakowskich aptek.
Inna farmaceutka opowiada: - Zdarza mi się ignorować zalecenia menedżera na przykład w zakresie sprzedaży przykasowej, jeśli z wywiadu wynika, że promowane przez nas produkty nie są pacjentowi potrzebne, a czasem wręcz mogłyby zaszkodzić. Słyszę wtedy, że niedostatecznie zdiagnozowałam potrzeby pacjenta, albo że nie spytałam, czy w jego rodzinie komuś nie zagraża przeziębienie.
- Tylko pracownicy „sieciówek” wiedzą, ile wysiłku musimy włożyć w codzienną walkę o dobre imię naszego zawodu. Chociaż znam przypadki osób, które zupełnie się tym nie przejmują – dodaje.
Zdarza się, że do aptekarza trafiają e-maile od menedżerów, określające, na jaką kwotę powinien opiewać przeciętny paragon. Są też zalecenia, by realizować recepty po terminie ważności.