Rak trzonu macicy z przerzutem do pochwy
: 24 cze 2016, o 10:47
U mojej mamy w sierpniu 2014 roku wyryto raka trzonu macicy. W październiku przeprowadzono operację wycięcia macicy z przydatkami. Guz był duży. Histopatologia wykazała- rak złośliwy- niezróżnicowany rak endometrialny GIII. Dodatkowo cukrzyca i otyłość jako czynniki bardzo źle rokujące.Mama przeszła 4 cykle brachyterapii wewnątrz jamowej.Później radioterapia(miesiąc w szpitalu). Miało być dobrze wyniki i markery były w normie i co 2 miesiące do kontroli.
W lipcu 2015 (4 miesiące po zakończeniu leczenia) w trakcie kontroli wykryto mały guzek w pochwie. Badanie histopatologiczne i tomograf wskazało na wznowę. Dodatkowo pojawiły się powiększone węzły chłonne przy nerce i wątrobie oraz drobne guzki w płucach.
Zadecydowano o chemii. Paclitaxel i Carboplatyna. 5 serii.
Mama dobrze znosiła chemię. Nie wymiotowała, kilka dni po chemii pojawiały się bóle mięsni i osłabienie ale później wszystko wracało do normy i czuła się lepiej.
Markery były cały czas w normie ale nie spadały jakoś znacznie. Lekarze zdecydowali o nie podawaniu 6 serii chemii. Podali za to 2 cykle brachyterapii „na próbę”. 4.0 na obszar guza Hr/CTV.
Próba nie zakończyła się dobrze ponieważ jak wcześniej nowy guzek nie dawał dolegliwości bólowych to po brachyterapii zaczął boleć do tego stopnia że mam zaczęła mieć problemy z siedzeniem.
W grudniu 2015 i styczniu 2016 przyjeła 2 serie chemii już silniejszej- Doxorubicyna i Cisplatyna. Tą chemie mam już zniosła o wiele gorzej. Organizm strasznie się osłabił.
W lutym tomograf wskazał , ze guzka w pochwie już nie widać podobnie zmiany w płucach i jamy brzusznej. Uznaliśmy, że w końcu zaczęło się coś dziać dobrego i jest jakiś postęp w walce z nowotworem.
Lekarze zdecydowali o nie kontynuowaniu chemii ponieważ wyniki są dobre i wdrożeniu leczenia hormonalnego.
W marcu 2016 mam zaczęła dostawać zastrzyki z hormonami. Dolegliwości bólowe nadal się utrzymywały- lekarze twierdzili, że do objaw choroby chociaż dziwne wydawało nam się ze zaczęło bolec dopiero po brachyterapii….
W połowie marca mama dostała silnego krwotoku z dróg rodnych. Straciła dużo krwi i już było bardzo kiepsko. Krwotok lekarze uznali, za postęp choroby chociaż tomografia w lutym wskazała wyraźnie na poprawę. Guzek w pochwie wg lekarzy się rozpadł się i zaczęły się pojawiać owrzodzenia.
Zalecono kontynuowanie zastrzyków hormonalnych i opiekę paliatywną- lekarze już nie mają pomysłu na inne postępowanie .Wg nich leczenie onkologiczne zostało zakończone. Obecnie mam przyjmuje również sterydy.
Markery są cały czas w normie... kolejna tomografia dopiero we wrześniu. ….
Czy jest jeszcze jakaś szansa na jaka formę leczenia? Macie jakieś doświadczenia?
W lipcu 2015 (4 miesiące po zakończeniu leczenia) w trakcie kontroli wykryto mały guzek w pochwie. Badanie histopatologiczne i tomograf wskazało na wznowę. Dodatkowo pojawiły się powiększone węzły chłonne przy nerce i wątrobie oraz drobne guzki w płucach.
Zadecydowano o chemii. Paclitaxel i Carboplatyna. 5 serii.
Mama dobrze znosiła chemię. Nie wymiotowała, kilka dni po chemii pojawiały się bóle mięsni i osłabienie ale później wszystko wracało do normy i czuła się lepiej.
Markery były cały czas w normie ale nie spadały jakoś znacznie. Lekarze zdecydowali o nie podawaniu 6 serii chemii. Podali za to 2 cykle brachyterapii „na próbę”. 4.0 na obszar guza Hr/CTV.
Próba nie zakończyła się dobrze ponieważ jak wcześniej nowy guzek nie dawał dolegliwości bólowych to po brachyterapii zaczął boleć do tego stopnia że mam zaczęła mieć problemy z siedzeniem.
W grudniu 2015 i styczniu 2016 przyjeła 2 serie chemii już silniejszej- Doxorubicyna i Cisplatyna. Tą chemie mam już zniosła o wiele gorzej. Organizm strasznie się osłabił.
W lutym tomograf wskazał , ze guzka w pochwie już nie widać podobnie zmiany w płucach i jamy brzusznej. Uznaliśmy, że w końcu zaczęło się coś dziać dobrego i jest jakiś postęp w walce z nowotworem.
Lekarze zdecydowali o nie kontynuowaniu chemii ponieważ wyniki są dobre i wdrożeniu leczenia hormonalnego.
W marcu 2016 mam zaczęła dostawać zastrzyki z hormonami. Dolegliwości bólowe nadal się utrzymywały- lekarze twierdzili, że do objaw choroby chociaż dziwne wydawało nam się ze zaczęło bolec dopiero po brachyterapii….
W połowie marca mama dostała silnego krwotoku z dróg rodnych. Straciła dużo krwi i już było bardzo kiepsko. Krwotok lekarze uznali, za postęp choroby chociaż tomografia w lutym wskazała wyraźnie na poprawę. Guzek w pochwie wg lekarzy się rozpadł się i zaczęły się pojawiać owrzodzenia.
Zalecono kontynuowanie zastrzyków hormonalnych i opiekę paliatywną- lekarze już nie mają pomysłu na inne postępowanie .Wg nich leczenie onkologiczne zostało zakończone. Obecnie mam przyjmuje również sterydy.
Markery są cały czas w normie... kolejna tomografia dopiero we wrześniu. ….
Czy jest jeszcze jakaś szansa na jaka formę leczenia? Macie jakieś doświadczenia?