Co mi dolega,lekarze już nie wiedzą co robić?
: 27 cze 2016, o 23:17
Witam
Może zacznę od początku całej choroby, a raczej objawów, jakie miewam od października zeszłego roku. Właśnie gdzieś koło października miałem tzw. lekkie zaburzenia świadomości - wyłączanie się z zewnątrz czy lekkie otumanienia. W porządku, przeszło. Na początku lutego b.r. złapałem pewną infekcję odcinka jelitowo-brzusznego, z potwornym bólem wylądowałem na Ostrym Dyżurze, zaaplikowali mi antybiotyk po czym kontynuowałem leczenie (antybiotykiem) przez 11 dni. Jeśli chodzi o objawy, to brzuch bolał okropnie, brak apetytu, słabości, nudności, otumanienia - nieraz wydawało się, że dosłownie umieram, źle się czułem - wewnętrznie. Jednak obyło się bez biegunki czy wymiotów (a więc niezbyt charakterystycznie). Lekarz pierwszego kontaktu sam do końca nie wiedział czy to był wirus czy bakteria, czy Bóg wie co - powiedział, że prawdopodobnie to coś z rodzajem grypy żołądkowej.
Po chorobie odwiedziłem neurologa i laryngologa, którzy orzekli, że wszystko jest w porządku. Neurolog, podobnie jak lekarz pierwszego kontaktu (a także inni) utrzymywali, że objawy z otumanieniem czy zmęczeniem są wynikiem stresu przed maturą.
Kolejne słabości miałem we wtorek, w ubiegłym tygodniu, znów pewnego rodzaju otumanienie czy wyłączanie świadomości, bez bólów głowy. W środę podobnie, ale lżej. W piątek poszedłem na imprezę, gdzie nawet dużo nie piłem (wódki). Jednakże wszelkie objawy nasiliły się wraz z "sobotnim kacem". Przez cały ten dzień miałem nudności, lekkie pieczenie w przewodzie pokarmowym (wiązałem to albo z sercem albo z żołądkiem) i ogólne złe samopoczucie i drgawki. Dochodził do tego swoisty "lęk". Wieczorem tego dnia miałem bardzo słaby puls - ok. 40, jednak ciśnienie w normie. Za sprawą niskiej temperatury (35 z hakiem), niespokojnego snu i złego samopoczucia zdecydowałem się wezwać pogotowie.
Całą noc z soboty na niedzielę przeleżałem na ostrym, z niskim tętnem. Naświetlenie klatki piersiowej nic nie pokazało. Zatrzymali mnie na oddziale kardiologicznym. Miałem robione echo serca, badanie 24h. metodą Holtera i wiele badań krwi. Podczas jednej nocy w szpitalu obudziłem się z drgawkami, przy temperaturze 36.0 i ciśnieniem 160/90, jednakże chwilę później udało mi się zasnąć. Wypisali mnie w ten wtorek, bez rozpoznania jakichkolwiek wskazań i pomimo mojego złego samopoczucia. Odkąd mnie wypisali coraz gorzej się czuję. Moje objawy z kilku ostatnich dni to:
- zmiany temperatury (często się obniża)
- ciśnienie raczej w normie
- słabe tętno (45-60)
- uczucie bezdechu, chęć brania głębokich objawów
- lekkie bóle serca (przy oddychaniu)
- straszliwe osłabienie (już 5 dni!)
- lekkie otumanienie, czasem bóle głowy (również lekkie)
- zmienność objawów w porze dnia - raz czuje się dobrze, za chwilę źle
- drganie mięśni w kącikach ust
- zawroty głowy, problem z równowagą
- dzwonienie w uszach (od dwóch dni)
- budzę się ze złym samopoczuciem
- budzę się co najmniej raz w nocy (dziwne uczucie gdy zasypiam)
- poddenerwowanie
- czuje się okropnie
Dziś złożyłem wizytę lekarzowi pierwszego kontaktu. Stwierdził, że mam zaczerwienione gardło i jego infekcję. Objaśnił też, że te wszystkie objawy mogą być z tym związane. Przepisał mi antybiotyk (z rodziny penicylin). Stwierdził też, że objawy mogły się nasilić w związku ze stresem (maturą) i takie tam gatki.
Jednak nie wydaje mi się, że tu może chodzić tylko o głupią infekcję... Dlaczego te objawy nie są podobne do objawów zwykłej grypy? (podobnie jak infekcja z lutego). Tylko to złe samopoczucie, tak jakby coś atakowało układ nerwowy.
Myślę, iż to coś innego, jednak mogę się mylić, moje typy to:
nerwica
-borelioza (miałem kleszcze, mieszkam na wsi, pokrywające się objawy (jednak bez objaw bólu reumatycznych) - tutaj mogę przesadzać, ale biorąc pod uwagę nasilające sie objawy wraz z upływem czasu...)
-ten wirus trzymający się od lutego - bądź wirus, bakteria z innej grupy, który się nawraca; -grzyb (taki mieszkający na ścianie).
Może trochę panikuje, ale wkurza mnie okropne wręcz samopoczucie od soboty, uniemożliwiające naukę, czy nawet zwykłe życie... Proszę o pomoc, chociażby w postaci dodatkowych pytań i "zdiagnozowania".
Może zacznę od początku całej choroby, a raczej objawów, jakie miewam od października zeszłego roku. Właśnie gdzieś koło października miałem tzw. lekkie zaburzenia świadomości - wyłączanie się z zewnątrz czy lekkie otumanienia. W porządku, przeszło. Na początku lutego b.r. złapałem pewną infekcję odcinka jelitowo-brzusznego, z potwornym bólem wylądowałem na Ostrym Dyżurze, zaaplikowali mi antybiotyk po czym kontynuowałem leczenie (antybiotykiem) przez 11 dni. Jeśli chodzi o objawy, to brzuch bolał okropnie, brak apetytu, słabości, nudności, otumanienia - nieraz wydawało się, że dosłownie umieram, źle się czułem - wewnętrznie. Jednak obyło się bez biegunki czy wymiotów (a więc niezbyt charakterystycznie). Lekarz pierwszego kontaktu sam do końca nie wiedział czy to był wirus czy bakteria, czy Bóg wie co - powiedział, że prawdopodobnie to coś z rodzajem grypy żołądkowej.
Po chorobie odwiedziłem neurologa i laryngologa, którzy orzekli, że wszystko jest w porządku. Neurolog, podobnie jak lekarz pierwszego kontaktu (a także inni) utrzymywali, że objawy z otumanieniem czy zmęczeniem są wynikiem stresu przed maturą.
Kolejne słabości miałem we wtorek, w ubiegłym tygodniu, znów pewnego rodzaju otumanienie czy wyłączanie świadomości, bez bólów głowy. W środę podobnie, ale lżej. W piątek poszedłem na imprezę, gdzie nawet dużo nie piłem (wódki). Jednakże wszelkie objawy nasiliły się wraz z "sobotnim kacem". Przez cały ten dzień miałem nudności, lekkie pieczenie w przewodzie pokarmowym (wiązałem to albo z sercem albo z żołądkiem) i ogólne złe samopoczucie i drgawki. Dochodził do tego swoisty "lęk". Wieczorem tego dnia miałem bardzo słaby puls - ok. 40, jednak ciśnienie w normie. Za sprawą niskiej temperatury (35 z hakiem), niespokojnego snu i złego samopoczucia zdecydowałem się wezwać pogotowie.
Całą noc z soboty na niedzielę przeleżałem na ostrym, z niskim tętnem. Naświetlenie klatki piersiowej nic nie pokazało. Zatrzymali mnie na oddziale kardiologicznym. Miałem robione echo serca, badanie 24h. metodą Holtera i wiele badań krwi. Podczas jednej nocy w szpitalu obudziłem się z drgawkami, przy temperaturze 36.0 i ciśnieniem 160/90, jednakże chwilę później udało mi się zasnąć. Wypisali mnie w ten wtorek, bez rozpoznania jakichkolwiek wskazań i pomimo mojego złego samopoczucia. Odkąd mnie wypisali coraz gorzej się czuję. Moje objawy z kilku ostatnich dni to:
- zmiany temperatury (często się obniża)
- ciśnienie raczej w normie
- słabe tętno (45-60)
- uczucie bezdechu, chęć brania głębokich objawów
- lekkie bóle serca (przy oddychaniu)
- straszliwe osłabienie (już 5 dni!)
- lekkie otumanienie, czasem bóle głowy (również lekkie)
- zmienność objawów w porze dnia - raz czuje się dobrze, za chwilę źle
- drganie mięśni w kącikach ust
- zawroty głowy, problem z równowagą
- dzwonienie w uszach (od dwóch dni)
- budzę się ze złym samopoczuciem
- budzę się co najmniej raz w nocy (dziwne uczucie gdy zasypiam)
- poddenerwowanie
- czuje się okropnie
Dziś złożyłem wizytę lekarzowi pierwszego kontaktu. Stwierdził, że mam zaczerwienione gardło i jego infekcję. Objaśnił też, że te wszystkie objawy mogą być z tym związane. Przepisał mi antybiotyk (z rodziny penicylin). Stwierdził też, że objawy mogły się nasilić w związku ze stresem (maturą) i takie tam gatki.
Jednak nie wydaje mi się, że tu może chodzić tylko o głupią infekcję... Dlaczego te objawy nie są podobne do objawów zwykłej grypy? (podobnie jak infekcja z lutego). Tylko to złe samopoczucie, tak jakby coś atakowało układ nerwowy.
Myślę, iż to coś innego, jednak mogę się mylić, moje typy to:
nerwica
-borelioza (miałem kleszcze, mieszkam na wsi, pokrywające się objawy (jednak bez objaw bólu reumatycznych) - tutaj mogę przesadzać, ale biorąc pod uwagę nasilające sie objawy wraz z upływem czasu...)
-ten wirus trzymający się od lutego - bądź wirus, bakteria z innej grupy, który się nawraca; -grzyb (taki mieszkający na ścianie).
Może trochę panikuje, ale wkurza mnie okropne wręcz samopoczucie od soboty, uniemożliwiające naukę, czy nawet zwykłe życie... Proszę o pomoc, chociażby w postaci dodatkowych pytań i "zdiagnozowania".