problem ze szczerą rozmową
: 2 wrz 2016, o 20:04
Witam,
jestem w związku małżeńskim od 3 lat, znamy się od 5 lat. Bardzo się kochamy, wspieramy, czuję że mąż jest dla mnie nie tylko mężem ale i przyjacielem. Zawsze mogę na niego liczyć, zawsze znajdzie rozwiązanie problemu i poradzi. Tylko jest jeden problem, mam trudności z "otworzeniem się" i szczerą rozmową gdy mam jakiś poważny problem. Ciężko jest mi to wytłumaczyć, ale kiedy jest jakiś problem to wolą go ukrywać i radzić sobie samej z nim. Mąż wyczuwa to bardzo szybko i od razu stara się na wszystkie sposoby ze mnie wyciągnąć co jest nie tak, próbuje prośbą, marudzeniem, nawet czasem groźbą (proszę nie rozumieć tego jako fizyczną groźbę, raczej jest to bezsilność że nie może ze mnie tego wyciągnąć, mówi że tak być nie powinno że nie chcę mówić itd.).
Ja te wszystkie starania widzę a mimo to dzieje się coś dziwnego, zamiast opowiedzieć o wszystkim bo przecież mu ufam i mogę na niego liczyć, to ja zaczynam ryczeć wręcz zanosić się płaczem, kiedy się staram uspokoić i na siłę wydusić z siebie cokolwiek to nie mogę, gardło mi się zaciska i nie potrafię słowa wydusić. I na tym się kończy, czyli on przestaje naciskać bo widzi że jestem w złym stanie, tylko przytuli i nic już nie mówi. A ja wtedy zaklinam się i w myślach przezywam jaka ze mnie idiotka.. zamiast sobie ulżyć i wygadać to coś takiego wyprawiam. Nie wiem jak z tym sobie poradzić zawsze sobie obiecuję że będe mówić o problemach i zawsze nic z tego wychodzi. Nawet teraz jak piszę ten post to czuję jak szczęka mi się zaciska jakbym szczękościsku dostawała i oczy zachodzą mi łzami..
co się ze mną dzieje.. dlaczego taka jestem i co mogę zrobić? zaczynam się nienawidzić bo czuję że mąż też cierpi z tego powodu że nie daję mu szansy sobie pomóc i wesprzeć.
Podobne dziwne mam odczucia w pracy.. pracuję w dziale gdzie ludzie przychodzą się wyżalić, poradzić, proszą o wsparcie itd. Często opowiadają swoje historie życiowe, kiedy taka osoba przychodzi i opowiada że ma raka albo nie ma na chleb to gardło mi się zaciska i oczy zachodzą łzami, jakoś z tym sobie radzę na pewno lepiej niż w rozmowach z mężem, ale czuję ze coś jest nie tak. To nie jest zwykłe współczucie, tylko czuję się jakby coś mnie blokowało od środka,
albo jeśli przychodzi człowiek który ma trudny charakter jest perfekcjonistą lub cholerykiem (a takich poznaje już po samym wejściu do gabinetu) to jeszcze zanim cokolwiek powiedzą to mi już drgają ręce i dostaję "palpitacji serca" a przecież żadnej krzywdy mi nie robią, nie wiem, nie rozumiem siebie samej
Paulina
jestem w związku małżeńskim od 3 lat, znamy się od 5 lat. Bardzo się kochamy, wspieramy, czuję że mąż jest dla mnie nie tylko mężem ale i przyjacielem. Zawsze mogę na niego liczyć, zawsze znajdzie rozwiązanie problemu i poradzi. Tylko jest jeden problem, mam trudności z "otworzeniem się" i szczerą rozmową gdy mam jakiś poważny problem. Ciężko jest mi to wytłumaczyć, ale kiedy jest jakiś problem to wolą go ukrywać i radzić sobie samej z nim. Mąż wyczuwa to bardzo szybko i od razu stara się na wszystkie sposoby ze mnie wyciągnąć co jest nie tak, próbuje prośbą, marudzeniem, nawet czasem groźbą (proszę nie rozumieć tego jako fizyczną groźbę, raczej jest to bezsilność że nie może ze mnie tego wyciągnąć, mówi że tak być nie powinno że nie chcę mówić itd.).
Ja te wszystkie starania widzę a mimo to dzieje się coś dziwnego, zamiast opowiedzieć o wszystkim bo przecież mu ufam i mogę na niego liczyć, to ja zaczynam ryczeć wręcz zanosić się płaczem, kiedy się staram uspokoić i na siłę wydusić z siebie cokolwiek to nie mogę, gardło mi się zaciska i nie potrafię słowa wydusić. I na tym się kończy, czyli on przestaje naciskać bo widzi że jestem w złym stanie, tylko przytuli i nic już nie mówi. A ja wtedy zaklinam się i w myślach przezywam jaka ze mnie idiotka.. zamiast sobie ulżyć i wygadać to coś takiego wyprawiam. Nie wiem jak z tym sobie poradzić zawsze sobie obiecuję że będe mówić o problemach i zawsze nic z tego wychodzi. Nawet teraz jak piszę ten post to czuję jak szczęka mi się zaciska jakbym szczękościsku dostawała i oczy zachodzą mi łzami..
co się ze mną dzieje.. dlaczego taka jestem i co mogę zrobić? zaczynam się nienawidzić bo czuję że mąż też cierpi z tego powodu że nie daję mu szansy sobie pomóc i wesprzeć.
Podobne dziwne mam odczucia w pracy.. pracuję w dziale gdzie ludzie przychodzą się wyżalić, poradzić, proszą o wsparcie itd. Często opowiadają swoje historie życiowe, kiedy taka osoba przychodzi i opowiada że ma raka albo nie ma na chleb to gardło mi się zaciska i oczy zachodzą łzami, jakoś z tym sobie radzę na pewno lepiej niż w rozmowach z mężem, ale czuję ze coś jest nie tak. To nie jest zwykłe współczucie, tylko czuję się jakby coś mnie blokowało od środka,
albo jeśli przychodzi człowiek który ma trudny charakter jest perfekcjonistą lub cholerykiem (a takich poznaje już po samym wejściu do gabinetu) to jeszcze zanim cokolwiek powiedzą to mi już drgają ręce i dostaję "palpitacji serca" a przecież żadnej krzywdy mi nie robią, nie wiem, nie rozumiem siebie samej
Paulina