Jak się rodzi dziecko w szpitalu?
: 2 sty 2017, o 18:42
Wyciskane dzieci. Lekarze stosują na porodówkach groźny chwyt Kristellera
Chwyt Kristellera, czyli przygniatanie kobiety, stosowany był w XIX wieku. Przetrwał na porodówkach w polskich szpitalach położniczych. Poznański lekarz właśnie usłyszał za niego wyrok.
Jagoda Cieślik do szpitala przy ul. Polnej w Poznaniu trafia na początku grudnia 2013 roku, tydzień przed planowanym porodem. Nie czuje ruch?w dziecka, wymaga opieki specjalistów. Na oddziale przez tydzień krwawi i płacze z bólu. – Wszyscy dookoła mówią, że jeszcze nie rodzę, ale bóle i skurcze nasilały się z dnia na dzień.
12 grudnia błaga pielęgniarkę, by zawołała lekarza, ale słyszy, że nic jej nie będzie. Lekarza wzywa inna ciężarna.
– Okazało się, że mam pięciocentymetrowe rozwarcie i rodzę. W nocy wiozą mnie na porodwkę, gdzie przez półtorej godziny siedzę na krześle, aż ktoś wypełni moją kartę pacjenta. Nikt się nie spieszy, nie daje środków przeciwbólowych, decydują, że urodzę naturalnie – mówi Cieślik.
Chwyt Kristellera, czyli przygniatanie kobiety, stosowany był w XIX wieku. Przetrwał na porodówkach w polskich szpitalach położniczych. Poznański lekarz właśnie usłyszał za niego wyrok.
Jagoda Cieślik do szpitala przy ul. Polnej w Poznaniu trafia na początku grudnia 2013 roku, tydzień przed planowanym porodem. Nie czuje ruch?w dziecka, wymaga opieki specjalistów. Na oddziale przez tydzień krwawi i płacze z bólu. – Wszyscy dookoła mówią, że jeszcze nie rodzę, ale bóle i skurcze nasilały się z dnia na dzień.
12 grudnia błaga pielęgniarkę, by zawołała lekarza, ale słyszy, że nic jej nie będzie. Lekarza wzywa inna ciężarna.
– Okazało się, że mam pięciocentymetrowe rozwarcie i rodzę. W nocy wiozą mnie na porodwkę, gdzie przez półtorej godziny siedzę na krześle, aż ktoś wypełni moją kartę pacjenta. Nikt się nie spieszy, nie daje środków przeciwbólowych, decydują, że urodzę naturalnie – mówi Cieślik.