Ciągłe nadmierne odbijanie
: 21 sty 2016, o 20:04
Witam,
Od razu przepraszam za przydługi post, ale sytuacja wymaga odtworzenia obrazu całości dla rzetelnego rozpatrzenia.
Zwracam się z prośbą o pomoc, ponieważ jestem już w kropce.
Już wiele lat zmagam się (mam 26 lat) z problemami żołądkowo-jelitowymi i z usposobienia jestem też nerwową osobą. Jednak ostatnio, tj w niedzielę 10.01.16 zacząłem odczuwać ciężkość, ale mimo to jadłem. Odbijanie nie jest mi obce, więc po prostu pozwalałem sobie odbijać powietrzem po jedzeniu i starałem się tym nie przejmować. Jednak wieczorem odbijanie było bardzo intensywne. Zaczęło się łączyć z mdłościami, pojawiło się poddenerwowanie i ciągle chodziłem nerwowo w kółko i odbijało mi się. Zaczęła rosnąć temperatura ciała i sięgnęła po ok. 1h 38,5 stopni. Po jakimś czasie (bo podczas początku tego ataku nie dałem rady nic przełknąć) zacząłem pić wodę małymi łykami oraz zażyłem ulgix max - i po jakimś czasie wszystko ustało. Temperatura do rana spadła, następnego dnia również wzrosła do ok. 38 jeszcze raz a później ostatecznie już spadła. Po tym ataku, który nie należy do najprzyjemniejszych, przez cały tydzień starałem się jeść bardzo delikatnie, ale jeść (suchary, gotowane mięso i gotowane warzywa).
Apetyt nie był za duży, trochę przyznam że musiałem się zmuszać. Podczas tego tygodnia zanotowałem że nie wypróżniałem się, a tylko przelewanie w brzuchu było odczuwalne. W piątek apetyt też był nikły, więc w drugiej połowy dnia zacząłem dopiero jeść suchary, starałem się zjeść gotowane mięso z warzywami, później wieczorem odczułem trochę głodu i podjadałem sucharki, nawet o 12 w nocy, kiedy o 1 się kładłem spać. (Niestety mam trochę problem z równomiernym jedzeniu podczas dnia).
Naszła sobota (16.01.16) rano - przebudziłem się z mdłościami i chęcią pójścia do łazienki - poszedłem i wypróżniłem się zupełną wodą. I tak co chwila, przy tym wszystkim znowu atak odbijania (jak w niedzielę 10.01) i z tym atakiem dwa razy zwymiotowałem - również jakby wodą (uzasadniłem sobie że wodne bo przez ten tydzień dość mało jadłem). Na cały dzień mnie skręciło, skoczyła temperatura ok. 38,5 i spędziłem dzień w łóżku bez jedzenia. Następnego dnia już wszystko ustało, samopoczucie kiepskie, ale nie latam do łazienki - to próbuję coś zjeść - to jakieś sucharki podjadałem w ciągu dnia. Następnego już trochę więcej jadłem, w tym jakąś zupę i trochę podjadłem kurczaka z niej. Kolejnego dnia już zjadłem 5 posiłków w tym sucharki z wędliną, pulpety z ryżem, zupa z kurczakiem, podjadałem paluszki między daniami kiedy odczuwałem głód - to na wieczór miałem dużo powietrza/odbijania, ale ogólnie nie było tak źle. Byłem zadowolony, że w końcu zjadłem. Następnego dnia, tj. wczoraj, wstałem z ciężkościami, dużo powietrza odbijanego, brak łaknienia znowu, ale bez ekscesów. Po prostu złe samopoczucie. Postanowiłem w końcu pojechać do pracy, ale tam czułem się cały czas nieswojo, niedobrze, mdło i ospale. Nadal nic nie jadłem. Więc zjadłem dla zasady sucharki z wędliną i starałem się pracować - ale nie mogłem. To się zwolniłem do domu i czułem się jakoś tak źle, że postanowiłem szybko załatwić gastrologa prywatnego - udało się. Poszedłem skonsultować powyższe i przepisał mi nawadnianie organizmu i lek Zirid na refluks. (Jeszcze przed gabinetem się czułem dosyć źle). Kupiłem lek, wróciłem do domu i zażyłem tabletkę (po 15 min miałem zjeść, ale nie odczuwałem głodu) i zjadłem trochę zupy warzywnej i ryżem. Ale jakoś przy tym wszystkim marzłem, to się przykryłem ale nadal kończyny mi się trzęsły. Zbadałem temp po przyjechaniu do domu to była 36,8, ale teraz jak zbadałem to już była rosnąca bliska 38. Przy tym wszystkim odczuwałem cały czas mdłości i zaczęło się znowu odbijanie - no i taki sam atak jak w niedzielę 10.01 - chodzenie po mieszkaniu, mdlosci i odbijanie, temp do ok. 38,5 stopni. Jak odbijanie ustawało, zacząłem się czuć lżej, ale temperatura była spora, chociaż do rana spadła.... Znowu tak samo. I teraz jestem w kropce co robić.
Moje pytanie - czy te temperatury są powodowane zbyt dużą ilością powietrza w przewodach? I jak ich nagromadze to potem agresywnie zaczynają wychodzić? Czy ten lek mógł to spowodować też? Czy nieszczęśnie od rana się tak czułem i zapowiadało się że tak będzie, a lek bierze przez to na siebie winę?
Ostatnią gastroskopię miałem w okolicach września/października minionego roku, w niej przewlekle zapalenie żołądka no i dwa polipy - wycięte - okazały się być niczym ważnym. Helicobacter ostatnim razem ujemny, ale dwa razy już go zwalczałem z pozytywnym skutkiem.
Teraz martwię się bo od tego 10-11.01.16 praktycznie nie jem normalnie w ogóle, i zdażyły się już trzy sytuacje z gorączką chwilową. Wcześniej w tamtym roku również zdażyły się trzy razy podobne sytuacje - ale wystarczyło odpocząć i potem lekko jeść i wracałem powoli do normy. Tym razem zdaje sie ze jak jem, to strasznie duzo powietrza sie odklada w brzuchu...
Nie wiem co ze sobą zrobić. Napewno staram się o pobyt w szpitalu i całkowite przebadanie... ale jak dotrwać do tego czasu? Już przez wiele lat schudłem, a teraz dalej i dalej chudnę...
Dziękuję z góry za jakiekolwiek odpowiedzi.
Od razu przepraszam za przydługi post, ale sytuacja wymaga odtworzenia obrazu całości dla rzetelnego rozpatrzenia.
Zwracam się z prośbą o pomoc, ponieważ jestem już w kropce.
Już wiele lat zmagam się (mam 26 lat) z problemami żołądkowo-jelitowymi i z usposobienia jestem też nerwową osobą. Jednak ostatnio, tj w niedzielę 10.01.16 zacząłem odczuwać ciężkość, ale mimo to jadłem. Odbijanie nie jest mi obce, więc po prostu pozwalałem sobie odbijać powietrzem po jedzeniu i starałem się tym nie przejmować. Jednak wieczorem odbijanie było bardzo intensywne. Zaczęło się łączyć z mdłościami, pojawiło się poddenerwowanie i ciągle chodziłem nerwowo w kółko i odbijało mi się. Zaczęła rosnąć temperatura ciała i sięgnęła po ok. 1h 38,5 stopni. Po jakimś czasie (bo podczas początku tego ataku nie dałem rady nic przełknąć) zacząłem pić wodę małymi łykami oraz zażyłem ulgix max - i po jakimś czasie wszystko ustało. Temperatura do rana spadła, następnego dnia również wzrosła do ok. 38 jeszcze raz a później ostatecznie już spadła. Po tym ataku, który nie należy do najprzyjemniejszych, przez cały tydzień starałem się jeść bardzo delikatnie, ale jeść (suchary, gotowane mięso i gotowane warzywa).
Apetyt nie był za duży, trochę przyznam że musiałem się zmuszać. Podczas tego tygodnia zanotowałem że nie wypróżniałem się, a tylko przelewanie w brzuchu było odczuwalne. W piątek apetyt też był nikły, więc w drugiej połowy dnia zacząłem dopiero jeść suchary, starałem się zjeść gotowane mięso z warzywami, później wieczorem odczułem trochę głodu i podjadałem sucharki, nawet o 12 w nocy, kiedy o 1 się kładłem spać. (Niestety mam trochę problem z równomiernym jedzeniu podczas dnia).
Naszła sobota (16.01.16) rano - przebudziłem się z mdłościami i chęcią pójścia do łazienki - poszedłem i wypróżniłem się zupełną wodą. I tak co chwila, przy tym wszystkim znowu atak odbijania (jak w niedzielę 10.01) i z tym atakiem dwa razy zwymiotowałem - również jakby wodą (uzasadniłem sobie że wodne bo przez ten tydzień dość mało jadłem). Na cały dzień mnie skręciło, skoczyła temperatura ok. 38,5 i spędziłem dzień w łóżku bez jedzenia. Następnego dnia już wszystko ustało, samopoczucie kiepskie, ale nie latam do łazienki - to próbuję coś zjeść - to jakieś sucharki podjadałem w ciągu dnia. Następnego już trochę więcej jadłem, w tym jakąś zupę i trochę podjadłem kurczaka z niej. Kolejnego dnia już zjadłem 5 posiłków w tym sucharki z wędliną, pulpety z ryżem, zupa z kurczakiem, podjadałem paluszki między daniami kiedy odczuwałem głód - to na wieczór miałem dużo powietrza/odbijania, ale ogólnie nie było tak źle. Byłem zadowolony, że w końcu zjadłem. Następnego dnia, tj. wczoraj, wstałem z ciężkościami, dużo powietrza odbijanego, brak łaknienia znowu, ale bez ekscesów. Po prostu złe samopoczucie. Postanowiłem w końcu pojechać do pracy, ale tam czułem się cały czas nieswojo, niedobrze, mdło i ospale. Nadal nic nie jadłem. Więc zjadłem dla zasady sucharki z wędliną i starałem się pracować - ale nie mogłem. To się zwolniłem do domu i czułem się jakoś tak źle, że postanowiłem szybko załatwić gastrologa prywatnego - udało się. Poszedłem skonsultować powyższe i przepisał mi nawadnianie organizmu i lek Zirid na refluks. (Jeszcze przed gabinetem się czułem dosyć źle). Kupiłem lek, wróciłem do domu i zażyłem tabletkę (po 15 min miałem zjeść, ale nie odczuwałem głodu) i zjadłem trochę zupy warzywnej i ryżem. Ale jakoś przy tym wszystkim marzłem, to się przykryłem ale nadal kończyny mi się trzęsły. Zbadałem temp po przyjechaniu do domu to była 36,8, ale teraz jak zbadałem to już była rosnąca bliska 38. Przy tym wszystkim odczuwałem cały czas mdłości i zaczęło się znowu odbijanie - no i taki sam atak jak w niedzielę 10.01 - chodzenie po mieszkaniu, mdlosci i odbijanie, temp do ok. 38,5 stopni. Jak odbijanie ustawało, zacząłem się czuć lżej, ale temperatura była spora, chociaż do rana spadła.... Znowu tak samo. I teraz jestem w kropce co robić.
Moje pytanie - czy te temperatury są powodowane zbyt dużą ilością powietrza w przewodach? I jak ich nagromadze to potem agresywnie zaczynają wychodzić? Czy ten lek mógł to spowodować też? Czy nieszczęśnie od rana się tak czułem i zapowiadało się że tak będzie, a lek bierze przez to na siebie winę?
Ostatnią gastroskopię miałem w okolicach września/października minionego roku, w niej przewlekle zapalenie żołądka no i dwa polipy - wycięte - okazały się być niczym ważnym. Helicobacter ostatnim razem ujemny, ale dwa razy już go zwalczałem z pozytywnym skutkiem.
Teraz martwię się bo od tego 10-11.01.16 praktycznie nie jem normalnie w ogóle, i zdażyły się już trzy sytuacje z gorączką chwilową. Wcześniej w tamtym roku również zdażyły się trzy razy podobne sytuacje - ale wystarczyło odpocząć i potem lekko jeść i wracałem powoli do normy. Tym razem zdaje sie ze jak jem, to strasznie duzo powietrza sie odklada w brzuchu...
Nie wiem co ze sobą zrobić. Napewno staram się o pobyt w szpitalu i całkowite przebadanie... ale jak dotrwać do tego czasu? Już przez wiele lat schudłem, a teraz dalej i dalej chudnę...
Dziękuję z góry za jakiekolwiek odpowiedzi.